REKLAMA

Kujawy Zachodnie – ludzie i wydarzenia


Morze Adriatyckie, słońce i wiatr

Data: 30 sierpnia 2010 autor: Maciej Szota

Chorwacja to kraj wielu kontrastów. Część kontynentalna od wybrzeża znacznie różni się poziomem życia, dochodami mieszkańców i klimatem (dwie strefy klimatyczne śródziemnomorska i kontynentalna). Ten 4,5 mln kraj od niedawna cieszy się niepodległością, którą  uzyskał po rozpadzie Jugosławii. Od 1992 wchodzi w skład ONZ, ale targany wojnami był aż do 1995 roku. Do dzisiaj można tu spotkać liczne pola minowe oraz opuszczone domy. Dzisiaj Chorwacja jest o krok od wstąpienia do Unii Europejskiej, a w Radzie Europy zasiada od 1998 roku.

Stosunek do Polaków w Chorwacji jest bardzo pozytywny. Przede wszystkim ceni się tutaj naszych turystów, których można spotkać na każdym kroku. Jest to jeden z ulubionych krajów Polaków do wypoczynku letniego. Często w sklepie można poznać Chorwatów mówiących po polsku. Podstawowe liczby oraz polskie słowa ma opanowane praktycznie każdy, więc nawet na małej wyspie Vis, od handlarza usłyszymy: ?dzień dobry?, ?proszę bardzo? i ?dziękuję?. W Chorwacji Polacy spotkają się także z dużym szacunkiem, gdyż do tego kraju pielgrzymował aż trzy razy Jan Paweł II. Chorwaci są katolikami, a nasz papież był jedną z niewielu osób mających wpływ na losy świata, która zauważała ten piękny kraj na mapie Świata. W Chorwacji nie ma wielkich złóż, ani silnej gospodarki i możni tego świata nie mają interesu w tym, aby tutaj przyjeżdżać.

Chorwacka wyprawa wędrowników z 2 Inowrocławskiej Drużyny Wędrowników, zrealizowana między 10 a 24 lipca 2010 r., to wspaniałe przeżycie dla młodych chłopaków szukających przygód. Bałkański kraj, duży jacht, turkusowe morze, kamieniste brzegi i gorący klimat. Praktycznie każdy, czy to Chorwat czy żeglarz dziwił się, gdy spotkał na swojej drodze drużynę harcerzy z Polski. Dziwili się, gdy na brzegu odbywał się apel, gdy wieczorem śpiewaliśmy podczas obrzędowego kominka i gdy dowiadywali się, że na naszym pokładzie załoga nie pije alkoholu? Wszak morze i żeglarz kojarzy się z rumem. Jednak harcerstwo nie, a że harcerz nawet jak żegluje jest harcerzem zdziwienie innych załóg nas dziwiło.

Program rejsu realizowaliśmy sumiennie, ciężko pracował Skipper i pierwszy oficer oraz cztery dwuosobowe wachty ? za dnia trzy pełniły służbę na okręcie oraz jedna w kambuzie (kuchni). Natomiast nocą na zmianę co cztery godziny czuwała jedna.

Dowodzenie na jachcie w trakcie rejsu nie było skomplikowane, ale w porcie wędrownik podlegał także jurysdykcji drużynowego – wtedy już nie było tak łatwo. Kilka dni spędzonych wspólnie na morzu, brak kontaktu z rodziną i oddalenie od rodzinnego domu dawało się we znaki. Byliśmy w pięknym kraju, wakacje były w pełni, najchętniej człowiek chciałby cały czas zażywać kąpieli, a my byliśmy wędrownikami szukającymi przygody, a nie zwyczajnymi turystami. Mimo zmęczenia, ciągłego jedzenia pulpetów, walki organizmu z falami, trzeba było od siebie wymagać więcej. Codzienne wypełnianie dziennika okrętowego, śpiewanki, omawianie harcerskich planów, musztra, apele i kominki. Do każdego wyjścia na ląd staraliśmy się być przygotowani, na jachcie mieliśmy przewodniki, a z każdego portu zabieraliśmy kolejne.

Większość noclegów spędziliśmy na kotwicy, budząc się codziennie w innej przepięknej zatoczce. Codziennie widzieliśmy i czuliśmy Chorwację w jej dziewiczym stanie. Surowość jej skał i kolor Adriatyku są niepowtarzalne i na zawsze pozostaną w naszych wspomnieniach.  Kto raz przemierzył Chorwację i jej wyspy jachtem, wie że inaczej się nie da poznawać tego kraju. Chorwacja dla turystów to przede wszystkim morze i pewnie dlatego jest to kraj z najbardziej rozbudowaną infrastrukturą dla żeglarzy na świecie ? wybrzeże Adriatyku ma 5835 km, z czego 4058 km przypada na linię brzegową wysp, których jest aż 1185 w tym 67 zamieszkałych.

Wiele można byłoby mówić o tym co nas urzekło podczas naszego rejsu. Na pierwszym miejscu na pewno postawiłby każdy z nas jacht. Część z nas płynęła pierwszy raz, ale nikt nie płynął na aż tak dużej jednostce (Typ GIB SEA 43). Nasz jacht nosił piękne imię ?Klementin?, mierzył aż 43 st. długości, powierzchnia żagli wynosiła aż 95 m2. Mieszkaliśmy na nim przez dwa tygodnie, w dziesięć osób i nikt nawet przez chwilę nie narzekał na brak miejsca. Powiem więcej, według nas zmieściłyby się jeszcze co najmniej trzy osoby, jednak przepisy pozwalały tylko na dziesięć ? na tyle osób był zarejestrowany.

Przez dwa tygodnie przemierzyliśmy Dalmację, jedną z piękniejszych krain w Europie. Naszą bazą wypadową był Trogir i stąd wypłynęliśmy w nasz rejs. Malownicza średniowieczna starówka (wpisana w 1997 roku na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO) tego pięknego miasta sprawia wrażenie jakby zatrzymało się w czasie i zza rogu miał zaraz wyjść rycerz w lśniącej zbroi. Prawie od zawsze było to miasto portowe z potężnymi murami obronnymi. Dzisiaj jest to jeden z większych portów jachtowych.  Z Trogiru udaliśmy się na południe do Sibenika i wodospadów Krka. Wodospady Krka to jeden z cudów natury, gdzie zażyliśmy kąpieli przy pieniącej się wodzie spadającej z kilkudziesięciu metrów. Opowiadać można byłoby wiele o rzeczach i miejscach, które widzieliśmy, jednakże zasygnalizuję tylko kilka punktów naszej wyprawy dla osób, które szukałyby w przyszłości ciekawych miejsc do poznania. Bez wątpienia warto odwiedzić Sibenik, to średniej wielkości miasto, podobnie jak Trogir z zabytkową starówką wpisaną na listę UNESCO i wartą zwiedzenia katedrą św. Jakuba. Split to kolejna chorwacka perełka architektoniczna. Drugie co do wielkości miasto w kraju, to dla turystów przede wszystkim pałac rzymskiego cesarza Dioklecjana. Dobrze, jak na swój wiek zachowany pałac, pamiętający lata świetności Imperium Rzymskiego i rozbudowywany przez stulecia. W obrębie pałacowych murów stoi dzisiaj 220 budynków w których do dzisiaj mieszka kilka tysięcy ludzi. Split podobnie jak dawna stolica Imperium Rzymskiego nigdy nie śpi, w sezonie do białego rana ulice są pełne ludzi. Nie udało nam się niestety dopłynąć do Dubrovnika, podobno najpiękniejszego miasta na Świecie.

Wyspy to oddzielny dział do omówienia. Jak już pisałem jest ich w Chorwacji ponad tysiąc, pewnie kilkaset widzieliśmy. Czasami są duże, ale często bywają małe. Zdarzało się, że widzieliśmy małe wyspy z jednym domkiem na środku, ale najczęściej były bezludne. Chorwackie wybrzeże to w praktyce góry zalane przez morze, więc głębokość morza zaraz przy brzegu często dochodziła do czterdziestu metrów. Nie będę wchodził w szczegóły powstania tego nabrzeża, gdyż każdy może to sobie doczytać. Zaznaczę, że ten typ wybrzeża nazywa się dalmatyńskim (właśnie od Dalmacji) i występuje tylko w dwóch miejscach na świecie (drugie miejsce to Kalifornia). Ten typ nabrzeża sprzyja żeglarzom, gdyż zazwyczaj tylko katamarany (statki posiadające dwa kadłuby) mogą zbliżyć się bardzo blisko brzegu, ze względu na kil, który w jachtach morskich jest dosyć długi. Liczne urokliwe zatoki to były nasze ulubione miejsca do spania. Jedną liną przywiązywaliśmy się do brzegu, a z drugiej strony trzymała nas kotwica. Czasami byliśmy dalej od brzegu i wtedy musieliśmy skutecznie zahaczyć kotwicę o dno, tak aby rano nie znaleźć się we Włoszech. Naszą zaletą w tym wypadku był bardzo doświadczony skipper Wojtek, który przez cały czas dbał o nasze bezpieczeństwo i ani razu nie pozwolił nam się obawiać o własne bezpieczeństwo. Wracając do wysp, trzeba powiedzieć, że życie na nich toczyło się inaczej niż na kontynencie, jakby wolniej. Rybackie łodzie, weseli ludzie, liczne jachty i motorówki. Wydawało się, że można było tutaj spotkać więcej starszych osób. Do dzisiaj pamiętam starego citroena i modele samochodów, które w Polsce już dawno zakończyły swój żywot. Na każdej zamieszkałej wyspie były palmy, najprawdopodobniej zasadzone przez człowieka, aby nadać im tropikalnego klimatu. Zabudowania na wyspach były bardzo podobne i wyglądały identycznie. Białe domy z wyblakłymi dachami, wyglądały tak jakby wszystkie były wybudowane w pośpiechu, albo były dopiero na wykończeniu. Każda wyspa miała swoje lokalne wyroby: oliwę i przetwory z niej, wino, olejki itp. Na większych można było zanurkować w krystalicznie czystej wodzie. Do wyboru były stare statki handlowe lub wojenne z XX wieku. Często na różnych wyspach można było spotkać i zwiedzić stare bazy wojskowe, pozostałości po Jugosławii i jej sile militarnej. Z większych wysp warto odwiedzić Hvar oraz Vis i na południowy zachód od niej wyspę Bisevo z słynną błękitną jaskinią. Mamy kompletny dziennik pokładowy i w razie potrzeby chętnie podzielę się innymi ciekawymi lokalizacjami.

Łącznie na jachcie spędziliśmy 338 godzin, w tym na żaglach 51 i 30 minut, na silniku pływaliśmy 33 i 30 minut, postój zajął nam 253 godziny. Przebyliśmy 268 Mm i odwiedziliśmy dziewięć portów: Skradin, Sibenik, Jezera, Drvenik Wlk., Vis, Bisevo, Mizna, Split oraz Trogir.

 

Fot.: Maciej Szota.

KPICASA_GALLERY(Chorwacja 2010)

 

Zostaw odpowiedź

 

  • O stronie

    Serwis KujawyZachodnie.pl to miejsce dla wszystkich, którzy kochają Kujawy i dla tych, którzy pojawili się tu przypadkiem. Piszemy o ludziach i wydarzeniach, które z jakiegoś powodu wpisały się w historię regionu lub mają znaczenie dla ludzi żyjących współcześnie. Zawsze staramy się, aby zamieszczane materiały były dawką pozytywnej energii do działania. Pisząc o rzeczach trudnych pokazujemy, w jaki sposób można sobie z nimi poradzić.

    Statystyka: Wpisów: 127, Komentarzy: 8

  • Reklama

  • Losowy film

    Oops, something went wrong.
  • Facebook Like Box



↑ Do góry