REKLAMA

Kujawy Zachodnie – ludzie i wydarzenia


?Rośnie, znaczy będzie spadać? z prof. Elżbietą Mączyńską Prezesem PTE rozmawia Łukasz Bardziński

Data: 16 grudnia 2010 autor: Łukasz Bardziński

Guru wolnego rynku ? Milton Friedman ? większość swoich książek rozpoczynał od analizy Wielkiego Kryzysu, czy myśli Pani, że za jakieś 30-40 lat obecny kryzys również będzie dokładnie analizowany, czy ten obecny jest swoim rozmiarem porównywalny do tego z dwudziestolecia międzywojennego?

 

Ten kryzys jest i będzie jeszcze wielokrotnie, dokładnie analizowany w literaturze ekonomicznej i na pewno wiele książek będzie nawiązywało do tego kryzysu. Już obecnie ukazało się wiele opracowań krajowych i zagranicznych. Na uwagę zasługuje zwłaszcza książka laureata Nagrody Nobla z dziedziny ekonomii Josepha Stiglitza ? Freefall, czyli jazda bez trzymanki, której przekład na język polski opublikowany został ostatnio staraniem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

 

Pyta Pan czy ten kryzys jest porównywalny z tym z okresu międzywojennego?

Rzeczywiście zapoczątkowany na przełomie lat 2007/2008 w USA globalny kryzys gospodarczy przez wielu ekspertów porównywany jest z Wielkim Kryzysem okresu międzywojennego, spektakularnie bowiem wyeksponował charakterystyczny dla współczesnego świata stan głęboko naruszonej równowagi. Znany ekonomista amerykański Nouriel Roubini podkreśla, że kryzys globalny zadecyduje o przyszłych rozwiązaniach, wyznaczy przyszłość i kształt ustroju gospodarczego. Z pewnością jednak te dwa kryzysy nie są w pełni porównywalne, zwłaszcza jeśli bierze się po uwagę głębię depresji. Wielki kryzys okresu międzywojennego doprowadził do znacznie większej liczby bankructw przedsiębiorstw, był nawet przyczyną samobójstw przedsiębiorców i inwestorów, którzy niemalże z dnia na dzień utracili fortuny. Obecny kryzys pod tym względem jest łagodniejszy. M.in. dlatego, że nauczono się lepiej zapobiegać zjawiskom kryzysowym. Po Wielkim Kryzysie zostały bowiem powołane międzynarodowe instytucje finansowe, m.in. w celu przeciwdziałania kryzysowym załamaniom w gospodarce. Główną rolę odgrywa tu Międzynarodowy Fundusz Walutowy MFW utworzony w 1944 r. jako strażnik światowej stabilności walutowej. Na strzeżenie ładu gospodarczego ukierunkowane są też działania Banku Światowego, Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju i innych organizacji międzynarodowych. Choć ich działania nie zapobiegły kryzysowi globalnemu, to jednak nie dopuszczono do katastrofy takiej jak w okresie międzywojennym. Stało się tak przede wszystkim dzięki bardzo silnym państwowym ingerencjom i wspieranym przez organizacje międzynarodowe naprawczym działaniom ponadnarodowym.

Szczególnie silne ingerencje miały miejsce w USA, gdzie wpompowano w gospodarkę ogromne, państwowe środki dla jej ratowania. Gdyby nie tego typu ingerencje, załamanie gospodarcze byłoby znacznie większe. Obecny kryzys jest określany jako pierwszy kryzys globalny i pierwszy kryzys globalizacji, choć niektórzy ekonomiści nie w pełni zgadzają się z taką opinią, wskazując, że przecież np., w Chinach czy Indiach nie doszło do tak wielkiego jak w krajach Zachodu załamania. Jednak przychylam się do określania, że jest to kryzys globalny, ponieważ jednak  zjawiska kryzysowe dotknęły dotkliwie wiele krajów, mimo że zarzewiem kryzysu były Stany Zjednoczone. Także w Chinach i Indiach doszło przecież do spowolnienia gospodarczego. Choć, głównym podłożem kryzysu była sytuacja  na rynku nieruchomości w USA, to przyczyny są głębsze. Nie są tylko związane z udzielaniem kredytu na nieruchomości bez sprawdzania czy kredytobiorca będzie w stanie taki kredyt spłacić oraz z przyjęciem błędnego założenia, że ceny nieruchomości mogą tylko rosnąć, a zatem na ich kredytowaniu nie można stracić. Niestety w gospodarce mamy do czynienia z rozwojem sinusoidalnym, cyklicznie wzrosty występują na przemian ze spadkami. Przypomina to filozofię bohatera powieści Ilji Erenburga – Lejzorka Rojtszwanca: rośnie, znaczy będzie spadać. Tak jest też z cenami nieruchomości i cenami innych dóbr. Warto tu przypomnieć, że w ostatnich trzydziestu latach w świecie doszło do około stu kryzysów bankowych. Ale jak już powiedziałam, przyczyny obecnego globalnego kryzysu są głębsze niż te związane z rynkiem nieruchomości. Jest to kryzys inny od poprzednich. Jego rozległość i głębia wywołuje kontrowersje na temat, czy kryzys ten może być uznany za typowy, genetyczny, przejaw cyklu koniunkturalnego, czyli nieodłącznego w gospodarce rynkowej zjawiska ?wzlotów i upadków? i sinusoidalnego jej rozwoju. Taka ocena byłaby bezdyskusyjna, gdyby nie fakt, że kryzys ma miejsce w warunkach dokonującego się przełomu technologicznego i cywilizacyjnego, zmiany paradygmatu (wzorca) rozwojowego. Wyraża się to w wypieraniu cywilizacji przemysłowej przez bliżej jeszcze niedodefiniowaną cywilizację postindustrialną. Następuje przechodzenie do nowego modelu ? gospodarki opartej na wiedzy, modelu o wysokim stopniu usieciowienia (z ?sieciową władzą? i ?usieciowieniem demokracji?, ?zwirtualizowanej wikinomii?). Gospodarka przechodzi na inny model cywilizacyjny. Następuje tu kryzysogenne zderzenie wymogów nowego modelu ze starymi rozwiązaniami i nawykami.

W wyniku nowych technologii informacyjnych, komputeryzacji i internetyzacji zmienia się gospodarka. Bardzo obrazowo przedstawia to m.in. John Bogle, autor opublikowanej przez PTE książki ?Dość, czyli o prawdziwych miarach pieniądza, biznesu i życia?, dowodząc, że znaleźliśmy się w świecie, w którym zbyt wielu nic już chyba nie wytwarza. Handluje się tylko kawałkami papieru wymieniając tam i z powrotem akcje i obligacje, przy okazji wypłacając za to finansowym krupierom prawdziwe fortuny. Koszty automatycznie rosną wraz z tworzeniem bardzo skomplikowanych instrumentów pochodnych (derywatów), za których sprawą w system finansowy zostały wbudowane olbrzymie a niezgłębione rodzaje ryzyka. Jest to następstwem m.in. do nadmiernej finansyzacji gospodarki, czyli odrywania się przepływów finansowych od procesów realnych, co już samo w sobie może stanowić zarodek kryzysu. Jak ironicznie konstatuje John Bogle, w ciągu dwóch minionych stuleci Ameryka przestawiła się z gospodarki opartej na rolnictwie na gospodarkę opartą na produkcji przemysłowej, potem na gospodarkę opartą na usługach, i teraz na gospodarkę opartą głównie na operacjach finansowych. Jednak ta oparta na finansach gospodarka, z definicji, pomniejsza wartość wytwarzaną przez przedsiębiorstwa produkcyjne. Łatwości zarabiania na pośrednictwie towarzyszy niestety nierzadko łamanie zasad wolnego, o wymaganiach rynku i ekonomii. John Bogle, parafrazując znaną sentencję Winstona Churchilla, odnosząc się do globalnego kryzysu, konstatuje, że nigdy tak wiele nie było płacone za tak mało, wskazując tym samym na wynaturzenia w rachunku ekonomicznym, rachunku kosztów i zarządzaniu korporacjami.

Ekonomiści często powołują się na Adama Smitha ojca wolnego rynku i jego dzieło o dobrobycie narodów, ale zapominana jest inna jego książka ? ?Teoria uczuć moralnych?, gdzie dowodził, że rynek wymaga moralności i etyki. Niestety, ostatnie dekady przyniosły postępujący proces niedoceniania, a nawet lekceważenia etyki w życiu gospodarczym – skoro wolny rynek regulować może wszystko, to także kwestie etyczne, Peter Sloterdijk, niemiecki naukowiec konstatuje to ironicznie, że prawdziwym bohaterem neoliberalizmu jest Harry Potter z jego wizją świata pozbawionego realnych granic (angielskie znaczenie słowa Potter, to garncarz, rzemieślnik wytwarzający puste naczynia). Dziś tylko nieudacznicy wierzą jeszcze w pracę, pozostali uprawiają garncarską magię i puszczają w ruch swe produkty pochodne. Rzesze ludzi chciały wyrwać się z realnego świata, w którym za 40 godzin pracy tygodniowo uzyskuje się zaledwie przeciętne wynagrodzenie, podczas gdy dzięki kilku godzinom magii można dołączyć do grona arcybogatych. Wynaleźliśmy niebezpieczne rachunki. Miejsce prozaicznych równań zajęła cudaczna arytmetyka. Rujnuje to poczucie adekwatności. Nasze rozumienie związków przyczynowo-skutkowych zostało tak samo zniszczone jak poczucie proporcji.

 

Tego typu zjawiska były możliwe, dzięki nowym technologią, dzięki temu że świat się zglobalizował i zintegrował. Globalizacja ma zatem swoje ciemne i jasne strony. Jasna to m.in. taka, że świat się skurczył i mamy łatwiejszy dostęp do wszelkich dóbr. To co jest w zasięgu możliwości Amerykanina, możliwe jest także dla Hindusa. Z drugiej (ciemnej) strony, rozwój nowych technologii, nie doprowadził niestety do zmniejszenia dysproporcji dochodowych.  Przeciwnie, dysproporcje się wciąż zwiększają, bogatsi są coraz bogatsi, a biedniejsi coraz biedniejsi (syndrom 4 B). I to jest wielka plaga i świadectwo braku rozwagi współczesnego świata. Bo przecież bogaci powinni być zainteresowani zmniejszaniem tych dysproporcji. Podstawą bogactwa są bowiem klienci i popyt. A im więcej jest biednych, tym większe są bariery popytu. Współcześnie świat może bowiem wyprodukować wszystko w zasadzie w dowolnych ilościach. Czyli nie ma barier podaży, ale jest bariera popytu. Nie ma komu tego kupować. Dlatego coraz drapieżniejsze są próby pozyskania od kupującego pieniędzy, bez ponoszenia z tego tytułu należytej odpowiedzialności.

 

Jeżeli chodzi o walkę z Kryzysem, powiedziała Pani, że uczymy się na błędach i znowu sięgamy wobec tego do Keynesa.

Życie gospodarcze jest zbyt złożone, aby wystarczała jedna teoria czy doktryna. Świat jest tak złożony i zróżnicowany, że nie wystarcza jedna, jedynie słuszna idea. Dlatego też mam wątpliwości co do zasadności twierdzenia, że wszyscy jesteśmy keynesistami. W ekonomii nie ma nic gorszego jak doktrynalizacja. Doktrynalizacja ? to jest bazowanie na jednej jedynie słusznej idei. Tymczasem, jak się okazuje, to co jest dobre w jednym kraju, nie sprawdza się w innych, Mądrzy Skandynawowie nie poddali się ani doktrynie neoliberalizmu, ani socjalizmu. I dzięki temu mają sukcesy. Różne modele, są efektywne w różnych okresach i różnych warunkach, okolicznościach. Jeśli jest wszystko dobrze to teoria neoliberalna się sprawdza i jest przydatna. Ale jeśli dochodzi do  kryzysu to wszyscy uciekamy się do Keynesa. I to nie przypadek, bo teoria Keynesa ukierunkowana jest właśnie na pobudzanie gospodarki i przeciwdziałanie kryzysowym zjawiskom. Dlatego też w 2008 roku w Davos uznano, że teraz wszyscy jesteśmy keynesistami. W ekonomii nie bazuje się wyłącznie i wiecznie  na jednej idei, jest miejsce na zmienność i różnorodność. Dlatego też kształtuje się nowy nurt w ekonomii ? ekonomia złożoności.

 

Myśląc długofalowo powinniśmy łączyć idee i Keynesa i Hayeka?

Absolutnie tak ? do tego między innymi nawiązuje ekonomia złożoności. Bezkrytyczna wiara w autorytety i jedynie słuszne doktryny może być szkodliwa.

 

Mówi się, że wszystko ma swoje plusy i minusy, często kiedy zwykły człowiek jest zwalniany ? słyszy tłumaczenie, że to przez kryzys, a czy w kryzysie można dostrzec jakieś plusy?

Wygodne jest obwinianie rynku i kryzysu. Już przed laty zwracał na to uwagę światowej sławy ekonomista John Galbraith. Jeśli bowiem, zgodnie z założeniami neoliberalizmu, gospodarką rządzi rynek, to tym samym znika problem i zarzut nadużycia władzy, a krytyka władzy postrzegana jest i objaśniana jako walka z rynkiem. Patrząc na  antykryzysowe działania niektórych rządów można jednak mieć wrażenie, że próbuje się leczyć zawał serca tabletkami przeciw bólowi głowy. Nie leczy się przyczyn, a stosuje jedynie środki leczące objawy. Do takich należy wpompowywanie w dotknięte kryzysem przedsiębiorstwa, zwłaszcza banki, dotacji  państwowych przy zaniedbywaniu wprowadzania generalnych zmian w przepisach, zmian uniemożliwiających marnotrawstwo i nadużycia gospodarcze. Niezbędne są zmiany w przepisach i ustrojowych regulacjach gospodarki. Warto tu przypomnieć zapisany w naszej konstytucji model społecznej gospodarki rynkowej jako obowiązujący w Polsce model ustroju gospodarczego. Społeczna gospodarka rynkowa to model równowagi, ukierunkowany na uwzględnianie nie tylko celów  gospodarczych, ale i społecznych oraz ekologicznych. A to przecież właśnie naruszenie równowagi wywołuje sytuacje kryzysowe. Regulacje powinny być ukierunkowane na racjonalność i większą efektywność rynku. Istotne jest umacnianie racjonalnej konkurencyjności. Racjonalność rynkowa wymaga bowiem  konkurencji, a tymczasem wbrew temu rozwinęły się paramonopolistyczne instytucje finansowe, wielkie banki, wielkie korporacje, które dyktują warunki nawet państwom. Można powiedzieć, że rynkowa niewidzialna ręka została wypchana przez niewidzialną rękę globalizacji i globalnych korporacji. Potrzebne są zatem nowe regulacje przeciwdziałające nieprawidłowościom rynkowym.

 

Ale co przeciętny Kowalski może mieć z kryzysu?

Kryzys otwiera oczy, ujawnia błędy. Ujawnianie błędów daje zawsze szanse na ich naprawę, chociaż nienajlepiej na razie wygląda. Kryzys to często nowe szanse, często okazuje się, że po pewnym czasie zwolniony człowiek mówi, że najchętniej temu, który go zwolnił postawiłby dobry koniak, bo zyskał nową pracę i nowe zainteresowania. Jednak nie każdy znajduje nową pracę i tu jest ważna rola państwa, aby wprowadzać regulacje sprzyjające tworzeniu miejsc pracy, co oznaczałoby nowe szanse dla ludzi. Istotna jest też pomoc socjalna. Ale ważne jest, aby była to taka pomoc, dzięki której osoba, której się pomaga po pewnym czasie, dzięki tej pomocy mogła sobie pomóc sama. Do takich form pomocy należą np. stypendia edukacyjne, umożliwiające przekwalifikowanie się, czy zdobycie nowego zawodu. Powinno się zatem dawać wędkę a nie rybę. Niestety w Polsce często tak się nie dzieje. System pomocy społecznej jest bardzo nieefektywny. Nie dość, że pomoc ta jest relatywnie mała, to na dodatek nieskuteczna, bo nieefektywna. A przecież istotą ekonomii jest takie zarządzanie dostępnymi dobrami, aby zapewnić maksymalizacje efektów. Krótkowzroczność i powierzchowne podejście w gospodarce nie popłaca. Istotne jest zatem, żeby gospodarka oparta na wiedzy była też gospodarką opartą na mądrości.

 

 

Wywiad został zarejestrowany w dniu 15 grudnia 2010 r. w Sali Kryształowej Solanki Medical Spa Inowrocławiu, bezpośrednio po wykładzie pt. ?Własna działalność gospodarcza, jej rola w rozwiązywaniu (łagodzeniu) problemów społeczno ? gospodarczych”.

 

 

Prof. nadzw. dr hab. Elżbieta Mączyńska na co dzień jest Prezesem Zarząd Krajowego Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w Warszawie, kieruje Katedrą Zarządzania Finansami Przedsiębiorstw w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, jest również profesorem Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk.

 

1 do “?Rośnie, znaczy będzie spadać? z prof. Elżbietą Mączyńską Prezesem PTE rozmawia Łukasz Bardziński”

  1. Antoni napisał(a):

    Świetny artykuł. Żałuję że nie byłem osobiście na spotkaniu.
    Zmieniłbym jedynie czcionkę, bo jest za bardzo techniczna i mam wrażenie ze czytam podanie.



Zostaw odpowiedź

 

  • O stronie

    Serwis KujawyZachodnie.pl to miejsce dla wszystkich, którzy kochają Kujawy i dla tych, którzy pojawili się tu przypadkiem. Piszemy o ludziach i wydarzeniach, które z jakiegoś powodu wpisały się w historię regionu lub mają znaczenie dla ludzi żyjących współcześnie. Zawsze staramy się, aby zamieszczane materiały były dawką pozytywnej energii do działania. Pisząc o rzeczach trudnych pokazujemy, w jaki sposób można sobie z nimi poradzić.

    Statystyka: Wpisów: 127, Komentarzy: 8

  • Reklama

  • Losowy film

    Oops, something went wrong.
  • Facebook Like Box



↑ Do góry